wtorek, 31 marca 2020

Migawki miesiąca - marzec

Marzec nie był łaskawy do robienia zdjęć.

Początek miesiąca jeszcze słoneczny.


Potem było mgliście.


I urodzinowo.
Skromnie było.


Tuż przed całym zamieszaniem z niewychodzeniem z domu pozwoliłam sobie na szybki wypad na wiosenne zdjęcia.





Ostatni dzień marca żegnał się śniegiem.
Piękna zima tejże wiosny.



poniedziałek, 30 marca 2020

Marcowe podsumowanie czytelnicze.

Czas na kolejne podsumowanie.
Tym razem czas na marzec.


1. Maria Adolfsson - Podstęp



2. Bartosz Szczygielski - Wskazówki


3. Agnieszka Lingas-Łoniewska - Bez pożegnania


4. Ahsan Ridha Hassan - Zabobon

czwartek, 26 marca 2020

Ahsan Ridha Hassan - Zabobon

Każdy ma wspomnienia. Każdy swoje. A pamięć kusi, by nie być jej wiernym.

Bartek kończy właśnie książkę inspirowaną niedawną zbrodnią. Ma morderstwo: w Brzezinach Śląskich młodociany Cygan zabił w afekcie swoją rodzinę, po czym zwariował i został zamknięty w zakładzie. Bartkowi czegoś jednak brakuje w tej opowieści. Coś się nie zgadza.

Po przypadkowym spotkaniu z dawnym przyjacielem dopadają go wspomnienia o byłej dziewczynie, prawdziwej heroinie. Pod ich wpływem ponownie drąży sprawę morderstwa. Mętny trop prowadzi do niepokojących interpretacji. Tu zaczyna się prawdziwa podróż bohatera. Od tej pory żyje jednocześnie we dnie i w nocy, w świecie realnym i irracjonalnym.

Równocześnie Bartek mierzy się z własnymi demonami z przeszłości. Pragnie się zakorzenić, zamieszkać ze swoją ciężarną partnerką, porzucić kawalerskie życie, zbudować przyszłość. Ale nie potrafi.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

Nie wiem, czy powinnam recenzować tą książkę, ponieważ nie skończyłam jej.
Gdyby nie opis na okładce, nie wiedziałabym o czym jest książka.
Potok słów, który wylał się spod rąk autora sprawił, że nie wiedziałam co miał on na myśli. Spisane wszystko, co siedziało w głowie autora, chaotyczne, niezrozumiałe dla mnie. Próbowałam czytać, ale poległam na 60 stronie i stwierdziłam, że nie przebrnę dalej przez tą książkę.
Spróbuję za jakiś czas.


Ocena: 2

sobota, 21 marca 2020

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Bez pożegnania/ Recenzja przedpremierowa.

Jacek Krall śni o wojnie. Chyba że akurat desperacko robi wszystko, by stracić świadomość, nim nadejdą koszmary. Gdy przenosi się do Orzysza, pod skrzydła pułkownika Piotra Sadowskiego, znajduje się na skraju wyczerpania. Silny zespół stresu pourazowego i wyrzuty sumienia związane z tragicznie zakończoną misją wojskową sprawiły, że doszedł do ściany. Wreszcie decyduje się poprosić o pomoc.
Weronika Szuwarska poniosła największą z możliwych strat. By zapomnieć o przeszłości, poświęca się pracy terapeutki. Gdy w jej gabinecie pojawia się przystojny, tajemniczy żołnierz, na którego od pewnego czasu stale się natyka, serce pani psycholog wreszcie się budzi. To nie będzie standardowa terapia. A na pewno najtrudniejsza w jej karierze. I najważniejsza.
Tymczasem Piotr Sadowski i jego żona Paulina muszą stawić czoła rodzinnym problemom. A także przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć. Gdy dawny wróg wyjdzie na wolność, ich życie znajdzie się w niebezpieczeństwie, a losy obu par splotą się nierozerwalnie.
I choć miłość to potężna siła, tym razem jej zwycięstwo zawiśnie na włosku.


Główny bohater, Jacek Krall cierpi na PTSD, czyli stres pourazowy po przebytej misji jako żołnierz. 
Decyduje się poprosić o pomoc, choć nie jest to dla niego łatwe.
Poznaje panią psycholog, Weronikę, która również w życiu przeszła bardzo wiele złego.
To sprawia, że tych dwoje zakochuje się w sobie i oboje postanawiają sobie pomóc, choć to nie będzie łatwe, ponieważ Jacek mimo starań, zdarzy mu się sięgnąć po rzeczy, które nie są dla niego i jego związku dobre.

Przy okazji wplecione są historie poprzednich bohaterów z książki "Bez przebaczenia".
Piotr i Paulina żyją swoim spokojnym życiem, lecz pewnego dnia przeszłość wraca do nich ze zdwojoną siłą. Muszą sobie poradzić z tym, co działo się kiedyś i stawić czoła człowiekowi, który chce zniszczyć ich dotychczasowe życie.

W książce "Bez pożegnania" jest wiele wyjaśnień z wydarzeń z poprzedniej książki, więc czytelnik ma świadomość tego, co działo się w poprzedniej książce jeśli chodzi o losy Piotra i Pauliny.

W książce autorka chce przekazać to, jak wygląda życie żołnierza ze stresem pourazowym i z tym, jak on sobie radzi w codziennych sytuacjach, a czasami to nie jest łatwe, ponieważ różne dźwięki czy jakieś wydarzenia sprawiają, że taki człowiek wpada w panikę. Często nie może sobie poradzić, a rodzina nie jest w stanie zrozumieć tego, co taki człowiek przeżywa i zdarza się, że zostaje sam. Dlatego ważna jest pomoc psychologa bądź osoby, która przeszła to samo. 
Autorka próbuje przekazać czytelnikowi, jak to działa, co dzieje się w głowie takiego człowieka, który panicznie boi się żyć w normalnym życiu, gdzie koszmary często nie dają spać ani żyć. 

Książka to połączenie tragicznych wydarzeń i miłości, która nie jest łatwa dla głównego bohatera. 
Wiele musi się zdarzyć, aby bohaterowie znaleźli swoje miejsce na ziemi, ale kiedy to się uda, przeleje się wiele wody.

Autorka miała dobry pomysł, aby stworzyć książkę o stresie pourazowym żołnierza wracającego z misji w kraju, gdzie panuje wojna domowa. Przytoczyła wiele interesujących rzeczy związanych ze służbą takiego żołnierza. Pokazała oczami bohatera to, co się dzieje podczas misji. Że trzeba być czujnym mimo wszystko, lecz czasami zawodzi ludzka chęć pomocy czy po prostu tą czujność się traci, gdy widzi się, że wszystko jest dobrze.
Lecz są i minusy książki.
Wątek miłosny.
Miałam wrażenie, że bohaterowie to ludzie idealni. On z sześciopakiem, umięśniony, przystojny.
Ona to kobieta z kobiecymi kształtami, piękna, mądra, inteligentna.
Wszyscy są piękni, idealni pod względem wyglądu i zachowania.
I te niektóre rozmowy.
Czasami miałam wrażenie, że te miłosne dialogi są mówione przez nastolatki. "Paulineczko", "Piotrusiu mój","Umrę bez Ciebie", "Jesteś miłością mojego życia", "Nigdy Cię nie zostawię". Czy tak mówią do siebie dorośli ludzie? Z tego co się orientuję, to chyba nie... Chyba, że nie jestem wrażliwa na uroki miłości. 
Albo Weronika, spotykając już się z Jackiem, spotyka go na imprezie, naćpanego, bzykającego inną kobietę. Ona się temu przygląda bez mrugnięciem oka, potem zabiera go do domu i zajmuje się nim, choć sam deklarował, że ona jest tą najważniejszą, tą, która wyciąga go z piekła...
Nie, nie, nie.
To tylko takie małe minusy książki, ogólnie historia PTSD i wątek miłosny znośny.


Ocena: 4=

Za możliwość przeczytania przedpremierowo książki, dziękuję wydawnictwu Burda Książki.

wtorek, 10 marca 2020

Bartosz Szczygielski - Wskazówki/ Recenzja przedpremierowa

Gdyby tylko Maks nie poszedł na wagary… Gdyby tylko nie wpadł na tę tajemniczą kobietę... Gdyby tylko nie pomylił swojego plecaka z jej plecakiem... Przed Maksem najbardziej pechowy i najdłuższy dzień w życiu, a to wszystko za sprawą tajemniczej Milady i magicznego zegarka pradziadka.



Recenzja przedpremierowa.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Wilga.

Maks to normalny trzynastolatek, wychowywany przez zapracowanego tatę.
Czasami chodzi do pradziadka, którego lubi.

Maks i koleżanka z klasy, kujonka Marta nie mają telefonów komórkowych, co sprawia, że są oni wyśmiewani w klasie.

Dzień wagarowicza to przełomowy dzień dla chłopca. Postanawia pierwszy raz nie pójść do szkoły tylko na wagary, aby zarobić pieniądze na swój telefon komórkowy.

Jednak to była zła decyzja, ponieważ Maks wpada w poważne kłopoty.
A we wszystkim pomaga mu koleżanka Marta.

Od pradziadka dostaje tajemniczy zegarek, który sprawia, że może on cofać czas o kilka godzin.
To sprawia, że próbuje dowiedzieć się coś o swojej rodzinie, mamie, prababci. Ale nie wie, jakie są tego skutki.


Choć to książka dla dzieci, to niejeden dorosły mógłby ją przeczytać i się zachwycić tą książką.
Przejrzysty język, styl pisania, słownictwo.
Pomysł na cofanie się w czasie, sprawia, że książka nabiera tempa i wydarzenia, które się dzieją, nie są nudne. Książka ma wszystko, co powinny zawierać inne książki. Wydarzenia dzieją się szybko, nie ma żadnych nudnych i długich zapychaczy, wszystko dzieje się szybko, spontanicznie, bez żadnych zająknięć, bez owijania w bawełnę. Maks pragnie dowiedzieć się coś o rodzinie i dzięki zegarkowi zaczyna poznawać losy rodziny i rozumie zachowania taty czy pradziadka. 
Oby kolejny tom szybko został wydany, ponieważ jestem ciekawa, co się dalej wydarzy.

sobota, 7 marca 2020

Maria Adolfsson - Podstęp/ Recenzja przedpremierowa

Doggerland to fikcyjna grupa wysp na Morzu Północnym między Wielką Brytanią a Skandynawią, spośród których trzy największe to Heimö, Noorö i Frisel. Archipelag wydaje się oazą spokoju. Następnego dnia po Oistrze, lokalnym festiwalu ostrygowym, który przyciąga wielu turystów, spokój ten zostaje jednak zachwiany. Komisarz Karen Eiken Hornby już wie, że poprzednia noc była błędem. Kac gigant po festiwalu ostrygowym oraz pobudka w hotelowym pokoju u boku swojego szefa są tego najlepszym dowodem. Gdy w domowym zaciszu próbuje odespać szaleństwa poprzedniej nocy, ze snu wybudza ją telefon. Jako komisarz ma poprowadzić śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa, do którego doszło na jednej z wysp. Sytuacja komplikuje się, gdy ofiarą okazuje się Susanne Smeed, była żona szefa wydziału, z którym Karen spędziła noc. Brak motywu i śladów mordercy na miejscu zbrodni sprawia, że śledztwo utyka w martwym punkcie. Okazuje się też, że Susanne wcale nie była duszą towarzystwa i najmilszą na świecie osobą.
Czy klucz do rozwiązania zagadki może tkwić w przeszłości i losach niewielkiej hipisowskiej komuny, do której należeli rodzice ofiary? Jedna pomyłka może kosztować kolejne życie.



Przedpremierowo.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Doggeland to fikcyjne wyspy wymyślone przez autorkę.
Po nocnym świętowaniu Oistry, Karen dostaje wiadomość o morderstwie byłej żony szefa wydziału. To z nim spędziła noc Karen, ale postanawia, że nie może tego dodać do informacji w śledztwie.
Zaczyna się mozolne śledztwo, w którym kobieta szuka odpowiedzi.
Drążąc temat przeszłości, poznaje wiele skrywanych tajemnic, jakie niektórzy ludzie wyspy trzymali przed innymi. Nikt nie spodziewał się, że na wyspach mogą dziać się takie rzeczy.
Czy prawda o morderstwie okaże się czymś dobrym dla bliskich ofiary?
Czy grzebanie w przeszłości da jakieś dobre korzyści?
Tego należy szukać w książce, która da czytelnikowi wiele do myślenia.

Pomysł na książkę ciekawy, bo w małej społeczności wysp czy miast, ludzie zawsze mają jakieś tajemnice i nikt o nich nie wie, póki nie dojdzie do tragedii.
Jednak książka ma kilka wad.
Zanim czytelnik dowie się czegoś ciekawego, musi przebrnąć przez szczegółowe opisy wszystkiego, co znajduje się przed oczami bohaterów. Po znalezieniu ciała kobiety, w książce następuje spadek emocji i akcji. Autorka skupiła się na szczegółowym opisie rzeczy, które robią bohaterowie, tego co widzą, jak się zachowują. Od czasu do czasu Karen jedzie na spotkanie z kimś, aby porozmawiać o śledztwie, a tak to wieje nudą. Ani żadnych zwrotów akcji ani żadnego dreszczyku, że jakaś tajemnica wyjdzie na jaw. Zwłaszcza ta o nocy spędzonej Karen z szefem.
Dopiero ostatnie 60 stron książki coś się zaczyna dziać i akcja się rozkręca.

Ocena: 3 +

Do przeczytania w tym roku.

 Planowany stosik książek do przeczytania w tym roku.